Let me take you
By the hand
Away from here
To another land...
By the hand
Away from here
To another land...
Niegdyś moje serce było tak pełne wiary w ludzi i nadziei na lepsze jutro, że aż naiwne. Chłonęło wszystko, co zachwycało formą nie filtrując przy tym treści. Gromadziłam w głowie jego zdobycze i opiewałam na ołtarzach mojej próżności. W między czasie ufność do świata ulotniła się wraz z kolejnymi zakrętami na życiowej ścieżce, a mi pozostało tych parę wymysłów, do których dopisałam ideologię będącą lekarstwem na ból istnienia. Te perfekcyjne imaginacje były dla mnie przystanią na morzu łez, miejscem gdzie cumowałam, gdy zanosiło się na powódź. Kolejne zawody sprawiły, że zaczęłam żyć bardziej we własnej głowie niż w ciele. I choć pojawiło się na mojej drodze paru niezwykłych ludzi i parę nowych sytuacji nie zmieniło się nic. Tak to już jest na tym świecie, że aby gdzieś przyjść trzeba skądś odejść, a ja cały czas kurczowo trzymałam się swoich fantazji, uciekałam do wyobraźni, gdzie wszystko układało się po mojej myśli. I wciąż uciekam. Za każdym razem, gdy dochodzi do konfrontacji mojego idealnego świata z tym co ludzkie i prawdziwe, zasłaniam twarz i udaję, że nie widzę tego jak sama siebie okłamuję. Otulam się marzeniami i wracam tam gdzie jest bezpiecznie, a przede wszystkim wygodnie. Tylko raz na jakiś czas przychodzą zimne noce, gdy mroźny wiatr rozwiewa wszystkie marzenia i ideały po kątach zostawiając mnie samą bez mojego fikcyjnego orszaku. I tylko raz na jakiś czas zdaję sobie sprawę, że samotność to nie ucieczka, ale więzienie.
Wiele nieprzespanych nocy musiało odcisnąć ślad na moim umyśle zanim zabrałam się za napisanie tego posta, jeszcze więcej łyków kawy musiało zetknąć się z moimi wargami zanim go opublikowałam. Mimo przeciwności, które były wytworem moich rąk jestem tutaj bo nie chcę już uciekać.
Trzeba stworzyć nowy punkt odniesienia. Tym razem jednak osadzony w realnym świecie. Tak aby nie tracić gruntu pod nogami za każdym razem gdy słońce chowa się za chmurami. Trzeba postawić dom ze stabilnymi fundamentami, aby mieć gdzie wracać. Aby nigdy nie błąkać się pomiędzy przyjść, a odejść.
Trzeba stworzyć nowy punkt odniesienia. Tym razem jednak osadzony w realnym świecie. Tak aby nie tracić gruntu pod nogami za każdym razem gdy słońce chowa się za chmurami. Trzeba postawić dom ze stabilnymi fundamentami, aby mieć gdzie wracać. Aby nigdy nie błąkać się pomiędzy przyjść, a odejść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz