Próbowałam ładnie ubrać słowa, ale wyszła mi z tych moich prób jakaś pseudo wzniosła paplanina pełna teatralnych zwrotów, którą natychmiast poddałam działaniu klawisza backspace. Swoją drogą to zabawne jak szary człowiek może ze swojego pustego i nudnego życia uczynić dramat niczym z brazylijskiej telenoweli...
A ja po po prostu nienawidzę siebie. Spoglądam w lustro i nienawidzę siebie. Czytam swój pamiętnik i nienawidzę siebie. Zagłębiam się we własne myśli i nienawidzę siebie.
Wbrew pozorom nie użalam się nad sobą. Chyba po raz pierwszy tutaj. Wręcz przeciwnie - z każdym kolejnym słowem czuję coraz większy spokój. Wszystko staje się klarowne. Jestem silniejsza niż kiedyś - wiem czego chcę, wiem też jak to zdobyć. To właśnie niechęć do siebie jest źródłem ogromnej siły, która z łatwością napędza turbiny w machinie mej egzystencji.

Też tak kiedyś miałam. Teraz też czasami tak mam.
OdpowiedzUsuńTyle bym w sobie zmieniła, że nie wiem od czego zacząć. Ale w tym wszystkim najpiękniejsze chyba są jednak wady, choć brzmi to absurdalnie.
Animacja - strzał w dziesiątkę. Czyżby "Czarny łabędź"?